Maciek jest artystą wizualnym, Dorota pisarką – jak doszło do tego, że zaprojektowaliście kolekcję koszulek?

DOROTA: Lubimy razem wymyślać i pracować nad różnymi rzeczami. Mamy wspólne zamiłowanie do spraw beznadziejnych i brzydkich, i w języku i w sferze wizualnej. Gdy Medicine zaproponowało nam zaprojektowanie dla nich kolekcji, to się podekscytowaliśmy.

MACIEK: Nasze gusta często patrzą w jedną stronę, gdzieś się spotykają i uzupełniają, dzięki czemu wspólna praca jest dużą przyjemnością. Pomyśleliśmy, że pomysł z koszulkami jest na tyle szalony, że prawdopodobnie taka propozycja się nie powtórzy. Po naradzie uznaliśmy, że wchodzimy w to, bo oboje wierzymy, że prawie każdą nową okazję należy sprawdzić.

D: Tak, mnie od razu to zaintrygowało, bo zwykle pisząc zapełniam myślami strony książek i magazynów. Powierzchnia koszulki, noszonej w przestrzeni publicznej albo domowej, wydała mi się inspirująca jako przestrzeń ekspresji. To mocna przestrzeń, bo T-shirt porusza się ze swoim użytkownikiem. Każdy, kto go widzi, mimowolnie go czyta. To ciekawe wyzwanie artystyczne.

 

To jak wyglądała praca nad kolekcją? To nie jest Wasza pierwsza kooperacja?

M: Wcześniej zrobiliśmy razem trzy książki, robiłem scenografię do sztuk teatralnych Doroty, robiliśmy razem trailer „Innych ludzi”. Koszulki to było wyzwanie z zupełnie innej beczki. Musieliśmy się trochę nagimnastykować, bo wiedzieliśmy, że stworzone przez nas rzeczy trafią do prawdziwych sklepów, ludzie wydadzą na nie realne pieniądze. To od razu ucinało wiele pomysłów, na które bez problemu moglibyśmy pozwolić sobie w książce czy w galerii na wystawie. Więc zastanawialiśmy się, jak obejść te ograniczenia związane z komercyjnością i masowością tego medium.

D: Ja w tym widziałam zagadkę: jak na czymś tak banalnym jak koszulka wytworzyć głębię? Na przykład, na początku dość oczywistym kierunkiem wydawały się hasła. Ale właśnie ta oczywistość jakoś mnie odstręczała, bo natura T-shirta jest taka, że każde najbłyskotliwsze zdanie zamienia się prędzej czy później w „Piwo kształtowało to wspaniałe ciało”.

 

No właśnie, czym jako platforma wyrazu różni się ubranie od książki czy obiektu galeryjnego?

D: Mnie najbardziej uruchamiało, że mamy zaprojektować coś, co będzie noszone przez ludzi na ciele. Że to będzie się stykało ze skórą; ogólnie jakoś intrygowała mnie ta myśl o fizyczności, intymności T-shirta. Tekst, który fizycznie dotyka. Dlatego ostatecznie postanowiłam zapełnić nim wewnętrzną stronę, widoczną tylko dla użytkownika. Tak powstała koncepcja koszulek terapeutycznych, które leczą przez styk skóry ze słowami, na zewnątrz zaś są dla niepoznaki brzydkie, np. wypełnione robakami albo siatkami.

M: Zależało mi, by stworzyć coś, co w opozycji do nowości wygląda jak zużyte i stare, nawiązujące jakoś do lumpeksowego rarytasu.

D: Maciek był trochę rozczarowany, że w procesie fabrycznym pewne szczegóły nie wyszły idealnie tak, jak planował. Ale ja uważam, że to fajne, że to tworzy jakiś metapoziom, że różne drobiazgi zamiast udawać brzydkie, są naprawdę brzydkie!

 

Czy to prawda, że Wasze koszulki leczą? Kiedy można się spodziewać pierwszych efektów „Terapii”?

M: Nasze koszulki naprawdę leczą, wystarczy nam uwierzyć.

D: Ale nasze mamy twierdzą, że nie leczą, że to zwykła bawełna. Prawda leży gdzieś pośrodku.

 

*Wszystkie informacje na temat „Terapii” mają charakter wyłącznie fikcyjny, służący kreacji artystycznej.

Odbierz 30 zł
na pierwsze zakupy

Zapisz się do newslettera Medicine i otrzymaj zniżki na pierwsze zamówienie.
Nie przegap informacji o rabatach, wyprzedażach i najnowszych trendach.

Pliki cookies w Medicine

Korzystamy z plików cookies w celu sprawnego działania witryny (cookies wymagane) oraz tworzenia usług i ofert dostosowanych do Twoich potrzeb (cookies opcjonalne – możesz na nie wyrazić zgodę). Klikając w ustawienia dowiesz się więcej lub zmienisz preferencje urządzenia, z którego korzystasz.